W sumie nie dziwię się, że Amerykanie zrobili muzeum (pomnik właściwie) "amerykańskości" z ekskluzywnego domku letniskowego magnata prasowego Williama Randolpha Hearsta. I nie dziwię się, że Orson Welles zrobił o nim film. Bo mamy tu kwintesencję amerykańskiego marzenia, które się udało zrealizować. W sporej części przynajmniej... albo właśnie możliwość ciągłej realizacji marzenia (droga, a nie cel), to jest ten "American Dream". Jak zdobywanie
dzikiego Zachodu, czy gorączka złota. Hearst budował swój "
eklektyczny zamek" przez prawie 30 lat lat i może budowałby go do końca swojego życia niezależnie od tego, ile by ono trwało. Podobno określał siebie jako "budowniczego" (
builder), czyli miał potrzebę powoływania do istnienia nowych rzeczy (zamek z klocków lego, jakiego jeszcze nie było jest na pewno nową rzeczą). Zamek Hearsta jest taki, jakim go właściciel pozostawił - niedkończony. Pewnie nikt nie ośmielił się kontynuować jego dzieła. Pospiesznie, surowo otynkowane mury zaplecza zamku kontrastują z barokowym niemalże przepychem części frontowej spoglądającej na wille, ogrody, fontanny i basen Neptuna w stylu antycznym. W dopracowane naśladownictwo wkomponowane są antyczne rzeźby przywożone z Europy, gdyż w tamtym okresie szalał kapitalizm, a ochrona zabytków była w powijakach. Hearst sprowadzał z Europy nie tylko antyczne rzeźby, ale i średniowieczne arrasy, meble, obrazy, a nawet drewniane sklepienia, czy kompletny wystrój kościołów. Z takich klocków zbudował swój zamek.
Jednakże ów
American Dream, to nie jest ten zamek, czy wystawne życie, jakie w nim prowadził, ale historia Hearsta i droga jego rodziny do bogactwa.
A'propos bogactwa, to wybudowanie zamku kosztowało 6,5 mln ówczesnych dolarów, zaś zakup różnych dzieł sztuki do 72 pokoi - 3,5 mln. Można sobie o tym wszystkim poczytać w internecie. W każdym razie zamek został przekazany państwu Amerykańskiemu (do utrzymywania), egzotyczne zwierzęta przyjęły różne ogrody zoologiczne, natomiast okoliczne ziemie wciąż należą do jego rodziny i wypasane jest na nich bydło. Można te ziemie (i czasem bydło) oglądać z autobusu, którym turyści są dowożeni do zespołu nieruchomości Hearsta. Jedzie się krętymi drogami ładny kawałek pod górę, a autobusy powrotne są co 5 minut. I wszystkie są prawie pełne - taki tam ruch! Oczywiście - pewnie w weekend jest dużo większy ruch niż normalnie... Oficjalne statystyki podają, że zamek odwiedza prawie 800 tys. gości rocznie.
Spacery po zamku są tylko z przewodnikiem, a wygląda to tak (ujęcie z sali bilardowej):
Śródziemnomorski klimat oraz bujną roślinność Kalifornii pewnie także można by podciągnąć pod American Dream, ale to już zupełnie oddzielny temat (obecny wszakże w posiadłości Hearsta, który podobno kochał drzewa i zamiast ścinać przesadzał z placu budowy zamku w inne miejsce swojej rozległej posiadłości).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz