piątek, 29 czerwca 2018

Jak tam na wybrzeżu?

Na pacyficznym wybrzeżu jest generalnie bardzo wietrznie, więc raczej trudno tam o upał. Natomiast ciągnące się wzdłuż wybrzeża góry zatrzymują chmury i chłodne masy powietrza powodując, że już kilkadziesiąt kilometrów w głąb lądu (np. w San Jose) panuje upał, podczas gdy w San Francisco trzeba się ubierać warstwowo.

Wspominany wcześniej zamek Hearsta przynależy do nadmorskiej miejscowości San Simeon, która znajduje się mniej więcej w połowie drogi między San Francisco i Los Angeles. Stamtąd jest bardzo blisko do miejsca, gdzie zwykły się wylegiwać na plaży morskie słonie - faktycznie była tam cała kolonia jak na zawołanie:
Miejsce to (Elephnat Seal Vista Point) znajduje się przy stanowej jedynce (Hwy no. 1) ciągnącej się wzdłuż wybrzeża (podobno to jedna z najbardziej malowniczych autostrad na świecie), którą można by pomknąć aż do San Francisco. Można by, ale teraz się nie da, bo osuwiska błotne uszkodziły drogę na przestrzeni prawie 10 km i będą ją naprawiać do końca września br. Więc trzeba było pojechać objazdem, który najpierw prowadził przez... wojskowy poligon, a potem przez malownicze pasmo górskie Santa Lucia:
Właśnie gdyby nie te chmury, to Pacyfik byłby widoczny z Zamku Hearsta.
Najbardziej znane miejsce tej trasy to Big Sur:
Jadąc "jedynką" na północ mijamy malowniczy park miejski Point Lobos, gdzie znajduje się zatoka wielorybnicza, która ma swoją długą historię. Malownicze jest nie tylko wybrzeże
Point Lobos Park
 ale również bardzo urozmaicona roślinność.
A'propos roślinności, to występuje tu niebezpieczna dębina, przed którą ostrzegają widoczne w wielu miejscach szlaków spacerowych tablice.
Point Lobos - Poison Oak
Podobno wystarczy otrzeć się o liście, zabrać na ubraniu krople toksycznego płynu i potem w domu się do tego dotknąć, żeby dostać wysypki, bąbli lub innych nieprzyjemnych reakcji. Oczywiście jeśli jest się uczulonym na toksynę tego krzewu.
Jadąc dalej tym "hajłejem" przejeżdżamy przez miejscowość Carmel. Jest to dość ekskluzywna nadmorska miejscowość pełna komfortowych domków i dużych samochodów. Najbardziej jednak słynie chyba z tego, że mieszka tam Clint Eastwood. Swego czasu był nawet burmistrzem. Nie da się obejrzeć jego domku, bo jest na zamkniętym osiedlu.
Trasa nr. 1 odbija tutaj od wybrzeża, ale jeśli nieco z niej zboczymy, to zawitamy do pocztówkowego Pacific Grove, gdzie mamy - dla odmiany ;) - malownicze wybrzeże (w tym ładne i uczęszczane plaże) oraz ekskluzywne domki. Poza turystycznym jest tu też bogate życie w wodzie i na lądzie.
W końcu docieramy do Monterey, gdzie jest słynne akwarium (Monterey Bay Aquarium). Miasteczko nie jest ani tak duże, ani tak popularne, jak np. San Francisco, ale ma swój kameralny urok. Dawniej było to ważne centrum rybackie (sardynkowa stolica świata) z dużymi zakładami przetwarzającymi złowione ryby i pakującymi je do puszek. Cannery row, to główna ulica nadbrzeżna i jednocześnie tytuł dziejącej się tam powieści Johna Steinbecka. Pisarzowi postawiono oczywiście przy tej ulicy pomnik, zresztą jej nazwa pochodzi od tytułu książki (zmieniono ją w 1958 roku, wcześniej nazywała się Ocean View Avenue).
Będąc bardzo krótko w Monterey moją uwagę zwróciła duża liczba przejeżdżających przez miasteczko "harlejowców". Zresztą wszystkie motocykle, jakie tam widziałem (przejeżdżające lub zaparkowane), to były maszyny Harley-Davidson. Może jest to związane z tym, że w Monterey jest spory sklep firmowy H-D? Nie omieszkałem zajrzeć i gdyby akurat miał na zbyciu 14 tysięcy baksów, to pewnie bym zakupił takie cacko ;)
Na koniec smaczek - kulinarny i filmowy - w każdym razie dla mnie zaskoczenie, że fikcja z filmu zmaterializowała się w realu. Pamiętacie jaką sieć restauracji założył Forrest Gump z czarnoskórym kolegą Bubba? Tak - Bubba Gump Shrimp CO. et voilà! - oto mamy taką restaurację w Monterey (i nie tylko tam):
To trochę, jakby po filmie Star Wars zaczęli sprzedawać prawdziwe miecze świetlne (a nie jakieś plastikowe atrapy na bateryjki paluszki).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz