O tym, że Kalifornijskim winiarzom udało się skutecznie wypromować (przynajmniej wewnętrznie) swoje produkty może świadczyć fakt, iż jeszcze kilkanaście lat temu dawali popróbować swoich win za darmo, a teraz trzeba płacić za degustację od 25 do 200 dolców, a czasami więcej. Pomimo tego najbardziej popularne winnice pełne są gości, a w wielu z nich trzeba wcześniej robić rezerwację. Patrząc na rejestracje samochodów na parkingach winnic większość jest z Kalifornii, widać też auta z sąsiadujących stanów (jak Oregon, czy Nevada), ale są też goście z bardziej odległych stanów (jak Rhode Island, Texas, Ohio, Floryda).
Oczywiście nie kończy się na próbowaniu kilku rodzajów wina, ale trzeba też coś przekąsić, no i odwiedzić sklepik z pamiątkami. Każda porządna winnica ma wiele różnego rodzaju gadżetów od tradycyjnych (koszulki, czapeczki, otwieracze do wina, kubki, kieliszki), przez wydawnictwa, czy własne naczynia, ciuchy i biżuterię. I to na poziomie i w asortymencie, którego nie powstydziłoby się biuro promocji sporego europejskiego miasteczka. Jednakże to zapewne nie wystarcza, żeby przyciągać gości, więc każda winnica stara się czymś (poza własnym winem) wyróżnić, żeby było nie tylko co wypić, zjeść i kupić, ale także obejrzeć i porobić selfie! Przecież teraz jak czegoś ciekawego nie wrzuci się na FB, to wyjazd się nie liczy 😉
I tak mamy tutaj dość tradycyjne budynki z ogrodami, jak Domaine Carneros w miejscowości Napa, zainspirowany podobno XVIII-wiecznym francuskim Château de la Marquetterie w Szampanii z salonem w stylu Ludwika XV,
czy winnica rodziny Beringer, która przybyła w 1875 roku z Niemiec i założyła swoje winnice w kilku miejscach doliny Napa (m.in. w miejscowości St. Helena).
Mapkę tej winnicy zamieszczam nie dlatego, żebym jakoś ich specjalnie promował, tylko przykładowo (jedyna, jaką udało mi się łatwo znaleźć).
Budynek jest ukryty w zboczu góry, wokoło rzeźby, fontanny i wietrzyk przynoszący orzeźwienie w skwarny dzień.
Są też bardziej "fikuśne" winnice, w których doszukać się można różnych wpływów europejskich. Sami oceńcie z czym Wam się kojarzy styl winnicy Quixote (również w Napa, nazwa oczywiście nawiązuje do Don Kichote'a).
Najbardziej mnie zaintrygowała (chociaż pewnie można się było tego spodziewać) winnica rodziny Coppola firmowana przez Francisa F. Coppolę (Francis Ford Coppola Winery) w miejscowości Geyserville. Nota bene nazwa tej miejscowości nie bez powodu nawiązuje do... gejzerów, gdyż tamte okolice (np. miejscowość Calistoga) słyną z gorących źródeł.
Sam budynek (czy właściwie kompleks budynków z basenem i amfiteatrem) nie robi dużego wrażenia, tylko to, co jest w środku. Winnica jest jakby tylko "przystawką" do Muzeum Reżysera oraz jego restauracji i hotelu z basenem. Oczywiście żartuję, bo widać, że to porządna, profesjonalna winnica, tylko w tym całym zamieszaniu wewnątrz budynków samo wino zdaje się schodzić na dalszy plan (filmowy 😉).
Poza "gablotą" jak na zdjęciu, mamy tu gabloty tematyczne dotyczące różnych filmów, sylwetki reżysera oraz zdobytych przez niego nagród, które wszystkie stoją dumnie razem (oskary, złote globy, złote lwy i inne takie). Jest biurko, które "grało" w Ojcu Chrzestnym, jak również klaps z Czasu Apokalipsy.
A wszystko to w otoczeniu różnych krzewów winorośli oraz pasm górskich (Northern Coast Ranges) w oddali.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz